środa, 26 grudnia 2012

Spotkanie dwóch przeciwieństw.

Była wojna. Dobro i zło od wielu lat walczyło ze sobą. Na polu walki zebrali się Sasowie aby walczyć przeciwko rycerzom z Camelotu. Pośród wojowników były dwie kobiety, jedna z nich była żoną króla,druga zaś siostrą. Siostra króla od małego była mistrzynią walki na miecze. Mimo protestu brata udała się na wojnę, chcąc obronić wszystkich których kocha. Dziewczyna dobyła miecza i zaczęła walczyć. Nie chciała aby ktokolwiek z jej przyjaciół lub rodziny zginął. Pokonywała wszystkich na swojej drodze. Nie namyślając się długo ruszyła do ataku. Miała nadzieję,że wygra. Młody mężczyzna po krótkiej walce został ugodzony przez siostrę Artura mieczem. Księżniczka poszła dalej. Niestety nie obroniła się i jeden z Sasów mocno ją zranił. Upadła na ziemię tracąc przytomność. Długo tak leżała, dopóki czarnowłosy jej nie znalazł. Zabrał brunetkę stamtąd i wraz ze swoją panią udał się do ich siedziby. Nie pokonali Artura,ale mięli jego siostrę,więc pewnie Artur oddałby za nią życie. Taki przynajmniej plan miała Morgana. Kiedy Mordred wraz ze swoją szefową znaleźli się w starym zamku, młody rycerz położył dziewczynę na łożu,w swojej komnacie. Spojrzał na jej rany i je opatrzył,po czym wyszedł. Poszedł do Morgany i wraz z nią zaczął opracowywać plan jak zmusić Artura do przybycia,do nich. W tym samym czasie dziewczyna zbudziła się ze snu. Podniosła się na łokciach i rozejrzała. Nie miała pojęcia gdzie jest,ale miała dziwne przeczucie,że została porwana. Westchnęła cicho przypominając sobie,że przecież była ranna. Jakież było jej zdziwienie,gdy zobaczyła,że jej rany zostały opatrzone. Podniosła się z łoża i podeszła do okna. Westchnęła cicho,słysząc jak drzwi komnaty się otwierają. Obróciła się w tamtą stronę i ujrzała Mordreda wchodzącego do komnaty,domyślając się,że to pewnie jego własność. Zmrużyła oczy od razu się odsuwając. Nie ufała mu i nie była pewna czego chcą od niej. Szukała w pobliżu swojego miecza,ale niestety go nie było. Chwyciła za to stołek w rękę i ruszyła n niego ze zdenerwowaniem. Chłopak wyrwał jej stołek i wykręcił ręce do tyłu.
~ Nie tak szybko. I tak nic byś mi tym nie zrobiła. - mruknął i puścił ją.
~ Czego ode mnie chcecie? - spytała ze zdenerwowaniem.
~ Od Ciebie nic,ale od Twojego braciszka sporo. Lepiej bądź grzeczna bo zamknę Cię w lochach. - warknął na nią.
~ Artur nie jest taki głupi,żeby tu przyjść. - krzyknęła w jego stronę.
~ I tu się mylisz. Na pewno przyjdzie uratować swoją małą i bezbronną siostrzyczkę - zarechotał.
~ Nie jestem bezbronna. Potrafię sama sobie poradzić! - wrzasnęła wpatrując się w bruneta z wściekłością w oczach.
~ Poważnie? To niby czemu dałaś się komuś zranić? Ponoć silna jesteś. - spojrzał na nią z rozbawieniem.
~ Pożałujesz jeszcze! - podeszła bliżej do niego i walnęła go w brzuch,zmierzając ku drzwiom
Chłopak zdążył ją złapać za nadgarstek mocno ściskając.
~ Bianca,Bianca,Bianca. -zacmokał - Skoro tak się zachowujesz to nie widzę wyjścia jak to,żeby zamknąć Cię w celi,ale przed tym ktoś chce Cię widzieć. - Oznajmił z wrednym uśmiechem i poprowadził ją do Morgany.
~ Bianco,witaj w moich skromnych progach. - przywitała się Morgana.
~ Możesz mi powiedzieć po co te cyrki?! Na co Ci ja? Dajcie mi spokój. Chcę wrócić do domu - powiedziała nabuzowana dziewczyna.
~ Uspokój się. Ciesz się,że w ogóle żyjesz. Mogliśmy pomóc Ci umrzeć,a tak to jesteś cała i zdrowa. Powiedz Artur przybędzie po Ciebie prawda? - spytała z zaciekawieniem pani zamku,w którym się znajdowali.
~ Nie. I nie liczcie na to. Prędzej tu zginę razem z wami niż on się pojawi. - Bianca splunęła na Morganę.
~Do celi z nią! - wrzasnęła władczyni.
Na jej słowa Mordred zabrał księżniczkę do celi. Gdy znaleźli się przed celą uderzył ją w twarz,za to,jak odzywała się do Morgany,a następnie wepchnął ją do celi rzucając jej kawałek chleba i wodę. Wyszedł z więzienia patrząc na dziewczynę z pogardą.
Bianca wybuchnęła płaczem masując policzek. Nigdy jeszcze nikt tak jej nie traktował. Tęskniła za bratem,bratową,Gajuszem i Merlinem oraz rycerzami. Brakowało jej ich.
Pociągnęła nosem jedząc i pijąc. Gdy skończyła objęła rękoma kolana i westchnęła zamykając oczy. Miała jedynie nadzieję,że w nocy uda jej się jakoś uciec.